FreshMail.pl

Jak reagujesz na dyskomfort?

with 7 komentarzy

Wejdź w strefę dyskomfortu i przyjrzyj się swoim reakcjom

Domyślam się, że z milion razy,  słyszałaś słynne – wyjdź ze strefy komfortu; I domyślam się, że tekst ten może działać na ciebie (podobnie jak na mnie), odstraszająco. Ale zwróć proszę uwagę, że ten wyświechtany frazes, ma w sobie dwie ważne informacje, w kontekście rozwoju kompetencji emocjonalnych. Po pierwsze, faktycznie kiedy opuszczasz swoją strefę komfortu, masz szansę na rozwój. Po drugie, otwierasz się na wiedzę o własnych emocjach, w obliczu dyskomfortu.
Idealną sytuacją, w której można zaobserwować naturalny przebieg reakcji, na dyskomfort, jest obserwacja małego dziecka. Jeśli chwilowo, nie masz w pobliżu małego dziecka, spróbuj je znaleźć i zaobserwować, jak się zachowuje, kiedy ma mokro w pieluszce, albo kiedy usiłuje dopełznąć do jakiegoś punktu lub kiedy z jego pola widzenia, znika mama?
Następnie pomyśl, jak ty reagujesz kiedy odczuwasz dyskomfort?
Jakie emocje tobą targają?
Jakie myśli zawiadują twoim nastrojem?
Jakie masz nawyki emocjonalne?

Kiedy odczuwamy dyskomfort, automatycznie uruchamiają się w nas reakcje negatywne. Odczuwamy napięcie w ciele i reagujemy złością, niepokojem lub lękiem. Niektóre z nas zalewa fala destrukcyjnych myśli. Albo popadamy w nawyk przewlekania tego procesu, wzmacniając swój pogarszający się nastrój emocjonalny. Zwłaszcza jeśli nie zadbałyśmy o zapewnienie sobie komfortu, potrzebnego do refleksji nad sobą.

Nasze nawyki tworzą rzeczywistość. Nawyki, zwłaszcza emocjonalne, tworzą relacje, bo od tego w jakim jesteśmy nastroju zależy nasze jasne wyrażanie potrzeb.

Pamiętam bardzo dobrze moment, w którym jako mama, odczułam duży dyskomfort i kiedy zdałam sobie sprawę, że to ja podejmuję decyzję o tym, jak potoczy się sytuacja, po mojej automatycznej reakcji. Bo to ja mam klucz do własnego nastroju emocjonalnego.
 

Opowiem ci teraz, o moim poczuciu dyskomfortu…

To był cudowny poranek. Od samego rana było wiele rozmów między nami, wspólne lepienie i wałkowanie ciastoliny, śmiech i tulenie się do siebie. Świetna zabawa na placu zabaw, kiedy R wspinał się po drabinie, coraz sprawniej i coraz wyżej. Obowiązkowo była też piaskownica, w której czynnie operowałam łopatką. Huśtawki także mieliśmy zaliczone. Nawet we dwoje na jednej się bujaliśmy. Na koniec wspinaczka pod górkę, po dmuchawce i mnóstwo frajdy dla R, który po dmuchaniu świeczek na swoim urodzinowym torcie, zapałał miłością do tej czynności. Dmuchaliśmy więc, ile sił w płucach, w te dmuchawce.
Przyszliśmy na obiad do domu. Zmęczenie harcami ze mną, dało się R we znaki, bo nie dał rady zjeść obiadu. Padł tuż po wypiciu mleka. Spał trzy godziny, a tymczasem ja zjadłam jego obiad, mniam! Myślę sobie, wstanie to podam od nowa – w szybkowarze siła moja i inspiracja.
R wstał i zażyczył sobie rybę. Pierwszy, zjedzony przeze mnie zestaw też zawierał rybę. Podałam dokładnie taki sam zestaw, drugi raz tego dnia. R zjadł kęs, większą część obiadu wyrzucił na podłogę, specjalnie w tym celu nakierowując widelec. A po chwili, wziął cały talerz i rąbnął nim z całych sił o podłogę… 
Ten incydent z hałaśliwym i brudnym lądowaniem talerza na podłodze, spowodował we mnie uczucie bezradności. Nie rozumiałam zachowania mojego syna, emocjonalnie byłam  w tamtym czasie w miejscu, gdzie zawrzała krew we mnie. Krzyk, który wydobył się ze mnie trwał może pół minuty… Przecież wiem nie od wczoraj, że krzyk niczego nie załatwia. Wycofałam się, żeby uspokoić nerwy i żeby mój dwuletni synek miał szansę dostrzec, co tak naprawdę się stało…
Moje wycofanie się poskutkowało moją drzemką, w trakcie której synek (z relacji męża) zaglądał do mnie kilka razy, ale nie budził mnie, tylko ponoć patrzył na mnie, z zainteresowaniem.
Wieczorem, po kąpieli i kolacji, wzięłam R na kolana i wróciłam do sytuacji obiadowej. Spokojnie wytłumaczyłam mu jak ta sytuacja zasmuciła mnie i przypomniałam, że jeżeli nie ma ochoty czegoś zjeść, to wystarczy odnieść talerz do kuchni. Zapewniłam go, że bardzo go kocham i położyłam do łóżeczka, dając jak zawsze milion buziaków i przytulaków.
Po około 10 minutach R woła:
- Mamusiu psiepjasiam, kocham najbajdziej na wsiecie.

Pamiętaj, że im twój nastrój bliższy destrukcji, tym mniej trafne decyzje podejmujesz.

Moje nawyki emocjonalne, odkąd narodził się R, uległy znacznej zmianie. Zrozumiałam, że mogę wybierać, co jest lepsze dla naszej relacji. Poczułam się pewniej, kiedy dostrzegłam, że szczere komunikowanie dziecku własnych uczuć, także tych trudnych, procentuje lepszym zrozumieniem potrzeb. Tak jego, jak i moich. Wiele sytuacji, które stają się naszym udziałem, potrafimy na bieżąco weryfikować jako ocean możliwości, jakie mamy. Tak żeby nikt nie pozostał z niedosytem uwagi i zaspokojenia potrzeb.
Nawyki emocjonalne mają znaczenie dla motywacji. To w obliczu własnych nawyków emocjonalnych podejmujesz kluczowe decyzje chociaż z reguły, zdajesz sobie o tym sprawę po fakcie.
I bywa, że żałujesz czegoś, obwiniasz się za takie a nie inne wybory, albo zrzucasz odpowiedzialność za to, co cię spotyka, na okoliczności.

Żadne okoliczności nie usprawiedliwiają destrukcyjnych myśli i dysfunkcyjnych zachowań pod ich wpływem.


Jeżeli zdarza ci się tak funkcjonować, to znaczy, że warto abyś znalazła chwilę, na spokojny oddech i chwilę sam na sam, z refleksją nad własnym postępowaniem. Zaburzenia nastroju, nie są odpowiedzialne za twoje reakcje. Emocje to jedynie informacja, którą ujawnia mózg.  Za oddziaływanie tej informacji na własne zachowanie, odpowiedzialna jesteś ty.

Naucz się akceptować dyskomfort nie jako ciężar a jako wyzwanie. Rodzaj lekcji jaką masz do przerobienia.


Poczuj własne emocje, zauważ własny nastrój i podejmij decyzję, jak postąpić dalej. Tutaj pomocne są kompetencje emocjonalne, do których rozwijania stale cię zachęcam. Do zgłębiania wiedzy, na temat tego, co czuję, dlaczego czuję to co czuję i co na tej podstawie mam zamiar zrobić dalej, pamiętając o konsekwencjach. Dopiero ta wiedza, którą masz o sobie, przekuta na umiejętności skutkuje także twoją życiową postawą, spójną  z wartościami.

Takie podejście do własnych nawyków emocjonalnych, może cię zaskoczyć koniecznością otwarcia się na niemiłe informacje, na własny temat i zachęcić jednocześnie do przyjęcia, z pokorą tych informacji.


Bo często jest tak, że to co widzisz i doświadczasz u siebie, wcale nie jest tożsame z tym, co widzą i doświadczają inni, w relacji z tobą. Może być też tak, że to otwarcie się i pokora, będzie dotyczyć tylko i wyłącznie ciebie, samej. W stosunku do samych siebie, bywamy bowiem czasem okrutnie krytyczne, przez co nie dopuszczamy do siebie wielu konstruktywnych doznań emocjonalnych.

Automatyczne reakcje emocjonalne, ograniczają cię i za ich pośrednictwem dostrzegasz zbyt wąski horyzont możliwości, jakie przed tobą stoją.


Jeżeli chcesz przekroczyć granicę swoich automatycznych reakcji, musisz wyjść poza swój lęk przed ujawnieniem jaka jesteś autentycznie.
Nie warto szukać pozornych sytuacji, w których jesteśmy tylko kreacją samych siebie. W codzienności, w poczuciu bycia wolnymi istotami, w spójności, z tym, co w nas szczere i zgodne z wartościami, odkrywamy prawdziwą naturę własnych potrzeb. W każdej chwili potrzebujesz własnego zrozumienia i wsparcia, czasem pomocy i wsparcia innych, abyś nie musiała wymyślać siebie na nowo. Tylko, żebyś potrafiła dotrzeć do siebie i wiedzy o własnych granicach.

 

 

Ania Czupryniak-Fabiniak
Follow Ania Czupryniak-Fabiniak:

Cześć, mam na imię Ania. Jestem pedagogiem zdrowia i pomagam kobietom zrobić przestrzeń dla emocji w życiu. Pokażę Ci jak zadbać o higienę psychoemocjonalną, jak zaakceptować zróżnicowane stany emocjonalne i odkryć własne zasoby osobiste, do dokonywania zmian w nawykach. Nauczę cię radzić sobie z emocjami na co dzień i będę wspierała Twoje starania na ścieżkach autoempatii.

Pozostańmy w kontakcie

 
ania_czupryniak_fabiniak_2-7

Chcesz otrzymywać aktualne informacje?

Zapoznaj się z POLITYKĄ PRYWATNOŚCI tej strony.

FreshMail.pl