FreshMail.pl

Pokaż pazur i wykreuj rzeczywistość

with 1 komentarz

Zanim pokażesz pazur, przejdź 30 dniowy test autoempatii

Czasem, kiedy życie nas przerasta nadmiarem obowiązków i wkrada się w nie rutyna, chciałoby się ot tak! Pokazać pazur i zawojować wszechświat. Nie pamiętam już wprawdzie czy tak było ze mną, kiedy wrzuciłam na tablicę grupy online, grafikę i czy faktycznie usłyszałam wtedy zew intuicji - zanim pokażesz pazur, sprawdź się w 30 dniowym wyzwaniu. Ale wyzwanie uruchomiłam, natychmiast po tym, jak ponad 50 kobiet zadecydowało, że chcą wziąć w nim udział. Mowa o wyzwaniu "30 dni kreowania zmiany", które odbyło się online. (wyzwanie ma status - zakończone)

ZASADY

 
Zasady tego bezpłatnego wyzwania były proste: codziennie, przez 30 dni, przed snem, wypowiedz na głos prośbę do wszechświata (możliwe, że uniesiesz brew szepcząc ironicznie, że to trąci prawem przyciągania i magicznym zaklinaniem rzeczywistości ) Jednak pamiętaj, że mózg nie poddaje ocenie ani twoich próśb ani nawyków.

 

 

SAMOOBSERWACJA

 

Słowo się rzekło, sama postanowiłam wziąć czynny udział w tym wyzwaniu. Codziennie raportować jego przebieg i doświadczanie.
Zaczęło się niewinnie, z infantylnym wręcz podekscytowaniem. Prośba w mojej świadomości miała być obietnicą daną samej sobie. W trzecim dniu, na końcu wypowiadania jej, podziękowałam, jakbym składała zamówienie z jeszcze płochliwą pewnością zrealizowania go. Mój umysł wyzwolił siły obronne, w postaci kontroli i ocen, o czym dowiedziałam się z chwilą kiedy przebiegła mi przez głowę myśl, że warto zmodyfikować prośbę. Poczułam niepokój i postanowiłam skupić się na samoobserwacji.

 

 

Budowanie nawyku regularnego poświęcania sobie tych kilku minut przed snem, na to aby wypowiedzieć prośbę na głos, zaobserwować idące za tym gestem emocje, to wbrew pozorom nie jest przysłowiowa bułka z masłem. Kiedy cykl wypowiadania prośby został przerwany, w 4 dniu, zaczęłam od nowa! (to też był punkt programu, który miał, jak się później okazało, pokazać mi,  z czym mam problem)

 

Zaobserwowałam, że zaczynanie od początku rytuału z prośbą, wywołało u mnie mniejszy entuzjazm, bo niełatwo jest wracać na linię startu. Duch rywalizacji podpowiadał mi nastrój lekkiego zdenerwowania, jakby zostało urażone moje ego. AKCEPTOWAŁAM to wszystko w duchu autoempatii i wspierałam samą siebie w tym wyzwaniu: lepszym zorganizowaniem czasu wieczornego abym miała możliwość wyciszyć myśli i skupić się na rytuale.

 

Kiedy dzień po dniu prosisz o coś, co sama wykreowałaś, odczuwasz wiele sprzecznych emocji.
Od niedowierzania, poprzez podekscytowanie, po strach i próbę ucieczki w zapominanie... 
 
Ale jednocześnie "coś" w głębi Ciebie kusi Cię, żeby się nie poddawać! Wrodzona ciekawość każe Ci eksplorować i doświadczać dzień po dniu budowanie nawyku, skupionego wokół TEJ JEDNEJ JEDYNEJ PROŚBY - WYJĄTKOWEJ, bo twojej. Jesteś jak mała dziewczynka w różowych trzewiczkach, które są równie wyjątkowe, jak prośba. Pomagają wspinać się po schodach okoliczności, po nagrodę.

 

Im dalej w las…
U mnie, odkąd po 4 dniu, za pierwszym podejściem, zapomniałam o swojej prośbie, nastał spokój. Dzień po dniu wypowiadałam na głos prośbę, tuż przed snem. Myślami byłam z moją prośbą w ciągu dnia (podobnie raportowały uczestniczki wyzwania) i nie oceniałam jej już.  Zaobserwowałam, że nie powodowała ona u mnie szczególnych emocji, nie spinałam się oczekując końca wyzwania.  A w 5 dniu mój spokój graniczył z pewnością, że wytrwam!
Kolejnego dnia z lekkim niedowierzaniem stwierdziłam, że to o co proszę – miewam lub mam, co jakiś czas ale rozpływa mi się to, w braku skupienia i uważności.

 

 

 

JAKICH ZMIAN MOŻESZ DOKONAĆ Z POMOCĄ TEGO WYZWANIA?

Prośba ewoluowała, co konkretnie oznacza, że będąc coraz bardziej świadoma swoich emocji, pragnień, ale także ograniczeń (byłam ostrożna w swej prośbie i bardzo zachowawcza), zdałam sobie sprawę z następujących rzeczy:
  • bronię się przed tym aby się spełniła
  • boję się, że się nie spełni
  • okazało się, że to czego pragnę, właściwie już mam
  • niby proszę, a sama mówię tej prośbie nie
 
 
Odkąd to sobie uświadomiłam, zaczęłam zachowywać się mniej emocjonalnie w trakcie wypowiadania prośby. Ot przestawiłam się w tryb zadaniowy, stawiając na rytuał. Odkryłam, że go lubię i zaczęłam badać własną intencję. Dodałam też konkretną liczebną formę mojej prośby oraz na końcu mówiłam - dziękuję - taka ewolucja.  
Zaczęłam wyraźniej dostrzegać, że wyzwanie stało się próbą sprawdzenia czy pragnienia odpowiadają potrzebom, rodzajem treningu nawyków w odniesieniu do autoempatycznego wglądu w siebie i być może przede wszystkim sztuką obserwacji siebie tu i teraz. Dostrzegłam także, że my kobiety zdobywamy najważniejsze dla siebie doświadczenia, kiedy stajemy przed koniecznością rozwiązania określonych problemów.
 
Pojawił się też stres czyli zespół różnych, czasem ambiwalentnych uczuć, które warto dostrzec i nazwać, żeby ulżyć układowi limbicznemu. Przyznanie się przed samą sobą, do odczuwania emocji, uspokaja i tym samym pozwala na bardziej świadomą ich regulację. Świadome rozpracowanie stanu uczuć odbywa się w procesie. Proces niesie ze sobą także ból, opór, racjonalizację, niemoc, bezsilność, poczucie opuszczenia i wiele, wiele innych obezwładniających stanów emocjonalnych.
 
Potrafiłam już odpowiedzieć na pytanie:
JAKICH ZMIAN MOŻESZ DOKONAĆ Z POMOCĄ TEGO WYZWANIA?

 

Autoempatia a budowanie nawyku

Tym, co najszybciej można dostrzec jako efekt pracy z emocjami, jest reakcja ciała. Jego rozluźnienie, słabnące objawy stresu, związane z układem wegetatywnym, takie jak płynny oddech czy głębszy sen. Jednocześnie zanim zbudujesz trwałe nawyki dbania o własne emocjonalne zasoby, prawdopodobnie potrzebna będzie ci zmiana w organizacji układu codziennego dnia. Tak abyś mogła w nim, realizować priorytetowe potrzeby bez wyrzutów sumienia, że kogokolwiek obarczasz sobą.
I ten moment, kiedy to sobie uświadomiłam, był jednocześnie chwilą, w której zdałam sobie sprawę, że moja prośba trochę zdewaluowała się. Poczułam też, jak w spokoju doszłam do etapu, w którym uzyskałam pewność, że nic nie zadzieje się beze mnie. Wiem, że moim życiem zawiadują moje wybory. Ważne jest aby wiedzieć, dlaczego COŚ wybieram i jakie ma to dla mnie znaczenie? Czasem bowiem wybór podyktowany jest starym wzorcem postępowania, do którego przywykłyśmy. ..
 

INNY ETAP

Zaczynając od 'niewinnej' prośby, wchodzisz poprzez rytuał w budowanie nawyku. Taka prośba to trochę jak gra wstępna przed ostatecznym starciem (jakkolwiek z pazurem to brzmi ). W samoobserwacji tego procesu, dostrzeżesz zapewne (to doświadczenie nie tylko moje), że na plan pierwszy, w początkowej fazie wyzwania, wysuwał się stary wzorzec reakcji - wątpienia, kontroli, ignorowania, oporu, etc; Niektóre kobiety rezygnowały już na tym etapie. Ja w trakcie 30 dni wyzwania 2x zapomniałam o moim rytualne i 2x zwiększyłam świadomość - PO CO MI TEN RYTUAŁ?
Poza tym, obszar życia, którego rytuał dotyczył, jest obecnie w fazie chaosu (tak ogólnie go odbieram). Miałam taką ‘kuszącą’ myśl, żeby zrezygnować i zapaść się w ten chaos. Ale to tylko myśl i pozwoliłam jej przepłynąć, nie zatrzymując jej. Moje emocje umiejscowiły się na linii gardła i splotu słonecznego. Jeśli masz podobnie, to wiedz, że dotyczą relacji. A konkretnie wsparcia, jakiego potrzebujesz od innych lecz z jakichś powodów nie komunikujesz o tym. 
Choć moja prośba była konkretna i miała wymiar liczbowy, wzruszałam się ilekroć ją wypowiadałam. Ponieważ odkryłam, że zależało mi na tym aby zmaterializowała się, bo stanowiła trampolinę, do większego celu. 
 

Samodyscyplina, nieustannie kojarzy mi się z wywieraniem na sobie presji. Presja zaś to dla mnie powód do stawiania oporu. I w ten sposób bywam prokrastynatorką i autosabotażystką.  Nie cieszy mnie to ale też daję sobie wtedy czas na pytania - DLACZEGO TO SOBIE ROBISZ? Pytam wielokrotnie, bo pierwsze odpowiedzi bywają jedynie wierzchołkami góry lodowej. Pytania pomagają dotrzeć do źródeł i wzmacniają wytrwałość.

Determinacja i wytrwałość w dążeniu do celu - choćby chodziło jedynie o podtrzymanie rytuału, mogą osłabić czujność co do sensu tego, co robisz. Intencja nie ma mocy sprawczej dopóki nie jest spójna z Twoim wewnętrznym poczuciem, że znasz sens tego co robisz i masz jasno odczuwaną satysfakcję z powodu ewoluowania prośby w wizję. 
A jeśli wyczuwasz własne napięcie, nerwowo odliczając czas - to znak, że jesteś pod własną presją i na dobrej drodze do wyrzutów sumienia, jeśli 'powinie ci się noga'. To nie jest w duchu autoempatii. 
Będąc wobec siebie autoempatyczną i czułą, przepracujesz w sobie emocje, wątpliwości i niepokój, jakiego dostarcza nawykowy schemat mentalny, odpuścisz sobie tę niezdrową presję. Odpuść i uwolnij nierealne oczekiwania wobec siebie. Zaakceptuj konieczne zmiany. Bo bez wewnętrznej zgody na siebie w sytuacji zmian, presja będzie się wzmacniała.
Ja odkryłam, że czasem faktycznie jestem tak zdeterminowana, że wytrwałość, skądinąd bardzo pożyteczna w realizacji wielu zamierzeń, może destrukcyjnie wpływać na samopoczucie, kiedy przybiera postać 'ślepego' podążania w jednym kierunku, bez możliwości zatrzymania się na moment, po to aby zadać sobie pytanie - czy nadal tego chcesz? Czy to jest Twoja droga?
Zadawanie sobie pytań, na kolejnych odcinkach drogi, pozwala spojrzeć na siebie z wielu perspektyw. Nie ma presji, jest dialog, który wskazuje możliwości.  Mój rytuał na tym etapie, to nie była już bezrefleksyjnie wypowiadana formułka. To cały szereg działań, w których nastąpiło sporo przeformułowań.

 

Proces nabywania umiejętności autoempatii musi przebiegać stopniowo.

Wyzwanie wzbudziło myśl o tym, że sprawczość równa się: działać, kreować, zmieniać, odpuszczać, dawać sobie czas i przestrzeń, pamiętać, czuć, odkrywać, wyzwalać, szukać wsparcia, realizować. Innymi słowy być w ruchu i stale ewoluować. Pytać siebie "po co?", "dlaczego?" i ufać sobie i swoim odczuciom.
Kiedy zaczęłam to wyzwanie, nie miałam wyobrażenia, jak moja prośba będzie na mnie działała. Emocje, które mną targały dotychczas można opisać jako nastrój labilny. Nie byłam pewna, jak potoczą się losy mojej prośby. Stanęłam w  momencie, w którym prośba okazała się drabiną do większych celów. Sama siebie postawiłam przed koniecznością pracy z moimi przekonaniami na temat, który był w prośbie fundamentem. Zaobserwowałam, że z każdym dniem było mi trudniej i czasem czułam wobec siebie irytację, że zbyt powierzchownie traktowałam dotychczas obszar, którego prośba dotyczyła.
Wiedziałam, że miałam wybór i mogłam odpuścić, w każdej chwili, ale to wyzwanie coś zmieniło we mnie. Jeszcze nie wiedziałam, co i nie analizowałam tego. 
Odpowiedź przyszła kolejnego dnia, kiedy odkryłam, że uważność wobec siebie w tym wyzwaniu, daje pewność, że to o czym myślę,  w kontekście prośby, jeśli nawet od początku takie nie było, staje się moje. 

Zaczęłam wyraźniej dostrzegać po co mi cały ten rytuał? Dlaczego kilka razy o nim zapomniałam? Z jakiego powodu, do niego wracałam? I jaką stałam się, w ciągu tych dni, kobietą. 

 

Na każdym etapie budowania nawyków, sprawdzania własnej skuteczności w zmianie oraz testowania własnej wytrwałości, ważny jest etap kontroli. Skąd wyszłam? (jakie emocje, myśli i nastawienie do wyzwania, towarzyszyło mi). Gdzie doszłam? (który dzień, który etap - ile razy zaczynałaś od początku ). Czego się dowiedziałam? o sobie, o mojej prośbie, o okolicznościach, które wciąż mi towarzyszą, czy tego chcę czy nie, o ludziach ) Co zmieniło się ? (we mnie, w prośbie, w sytuacji ) Czy potrafię zaakceptować tę zmianę czy stosuję mechanizmy obronne? (uniki, wymówki, racjonalizowanie, zmienianie prośby, obszaru którego dotyczy, etc;) Jak to wyzwanie wpływa na moje wartości (wartości określają nasze działanie; sprawdź czy Twoje deklarowane wartości są spójne z działaniem;) 
Czemu służy kontrola? 
Sprawdzeniu postępów ale bywa także motywacją. Pomaga oszacować szansę, przed jaką stoję. Ode mnie zależy, czy poddam się jej
W autoempatii, szczegóły są ważne i potrzebne do zmiany jakościowej. ZMIANA zaś zaczyna się od:
1. oporu
2. bólu
3. braku tchu od emocji
4. smutku, przy którym trudno być obojętnym
5. niedowierzania, że "niewinnie" wypowiadana prośba, otworzy tyle dróg
 6. pracy z przekonaniami i emocjami

 

Ten 30 dniowy test wytrwałości w autoempatii, pokazał mi z czym mam problem i otworzył drzwi do czegoś, co wymaga ode mnie obecności i uważności. Na początku wyzwania były we mnie silne emocje, chaos w głowie i podekscytowanie. Pod koniec przyszło zmęczenie i smutek  ale też rytuał prośby uświadomił mi, że choć mój mózg nie kwestionuje żadnej z moich myśli czy decyzji, to ja kwestionuję je na każdym kroku. Proszę z nutką napięcia przed ewentualnym rozczarowaniem. Przekonuję się o swoich słabościach i potrzebie kontroli a to świadczy o braku zaufania do samej siebie i procesu, jakim jest życie.
A Ty, co zwykle robisz kiedy Twoja prośba zderza się z rzeczywistością, w której zabrakło na nią przestrzeni?

 

 

Ania Czupryniak-Fabiniak
Follow Ania Czupryniak-Fabiniak:

Cześć, mam na imię Ania. Jestem pedagogiem zdrowia i pomagam kobietom zrobić przestrzeń dla emocji w życiu. Pokażę Ci jak zadbać o higienę psychoemocjonalną, jak zaakceptować zróżnicowane stany emocjonalne i odkryć własne zasoby osobiste, do dokonywania zmian w nawykach. Nauczę cię radzić sobie z emocjami na co dzień i będę wspierała Twoje starania na ścieżkach autoempatii.

  • Bebe Talent

    Najtrudniejszym etapem dla mnie zawsze jest odpuszczenie. Zamiast skupić się na kolejnych maluch krokach w drodze do celu, niecierpliwię się i tupię nogami jak przedszkolak. No ale powoli to zmieniam.

Pozostańmy w kontakcie

balloons-1615040_960_720Czy wyrażasz zgodę,
na otrzymywanie aktualności dotyczących tej strony?

FreshMail.pl